"et cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos" J (8,32)







wtorek, 10 kwietnia 2012

...

I spadnie deszcz
oczyści kurz
byś ty człowieku
ujrzeć mógł
niedługi czas
pozostał nam
by uczcić tam rozlaną krew
na rzęsach rosa
przygotuj się
oni to wiedzą
my jeszcze nie
I spadnie deszcz
I wzrośnie źdźbło
niewinna dusza odrodzi się
gdy dziecka płacz
co boli tak
jak łamanego drzewa trzask
przeniknie cię
zrozumiesz że
ona to wie
ty jeszcze nie
I spadnie deszcz
prawdziwych łez
przebity bok
zabliźni się

sobota, 4 lutego 2012

Łzy zamiast słów

(*)





































































































































dla maleńkiej Magdy.

wtorek, 31 stycznia 2012

Parking

Napiszę dziś pewne zdanie, które usłyszałam wczoraj rano przez telefon, od osoby, od której wręcz zażądałam wyciągnięcia mnie z duchowej zapaści…. Znowu. Tak wiem, oddałam koronę, ale został mi diadem…
Wyrwawszy ze snu ową osobę, władczo oznajmiłam w czym problem i powiedzmy „rozkazałam” ewangelizować.
Owa osoba zachwycona pewnie nie była, ale tyle razy słyszałam od niej, że do tego została powołana, więc dałam możliwość wykazania się.
40 minut jęków moich i nie jęków tej osoby na coś jednak się zdało.
Już myślałam o ewangelizacyjnym fiasku, gdy usłyszałam to zdanie:

„Bóg nie wybiera uzdolnionych, tylko uzdalnia wybranych”

I może to zabrzmi mało skromnie – poczułam się bardzo uzdolniona. Naprawdę.

Dziś znowu mam zapaść, bo od kiedy zaczęłam „nowe życie” to choruję bez przerwy i dostałam bonus w postaci zapalenia spojówek.

Ale świat się jednak nie kończy (rano myślałam inaczej). Nie, nie kończy się. Zrozumiałam to jak chcąc zaparkować pod kliniką, gdzie NIGDY nie ma miejsc – jedno (blisko wejścia) zwolniło się akurat kiedy podjechałam.

I taka mnie naszła refleksja, że gdy KTOŚ załatwia mi bardzo dobre miejsce, to nie ma opcji żeby mój świat się kończył.

wtorek, 24 stycznia 2012

Abdykacja

Oddałam koronę. Tęsknię za nią. Jest mi bez niej nie tyle źle, co dziwnie lekko. Inaczej.
Przyzwyczaję się? Mam nadzieję. Już raz oddałam koronę i szybko wróciła na moją głowę.
Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że ta korona pomimo że oddana, jest cały czas na widoku. Na wyciągnięcie ręki. Ba… czasem nawet jest w ręku.
Jest taki jeden „lojalny poddany”. Nosi za mną tę koronę, wpycha do ręki, rzuca pod nogi. Raz się o nią potknęłam i upadłam. „poddany” momentalnie wbił mi ją na głowę. „Królowa wróciła” – rzekł i pokłonił się nisko. Tak, pokłonił się. Zapytał co może dla mnie zrobić, jakie mam zachcianki. Bez tej korony na mojej głowie nie mógł mi służyć, bo takiego sługi nie potrzebowałam…
Ta jego służalczość była bardzo wygodna. Ale przecież nie ma nic za darmo. Raz przyszedł i powiedział, że jest głodny. Innym razem, że spragniony. Przychodził po wiele rzeczy. Najgorsze było jednak, jak przyszedł i powiedział, że jest samotny. Chciał być ze mną non stop. Jego prośby zamieniały się w rozkazy. Ja zmęczona tym jękiem ulegałam. Aż pewnego dnia zapytał, czy nie boli mnie głowa od tej korony. Miał rację, bolała strasznie. Bolało wszystko. Powiedział, że może mi pomóc…
Nawet nie wiem kiedy moja korona znalazła się na jego głowie. Nawet nie wiem kiedy usłyszałam, że teraz ja służę jemu.
…

Kilka dni temu świadomie abdykowałam. Ponownie. Oddałam koronę i tron komuś, kto lepiej będzie rządził moim światem.
I chociaż „lojalnych poddanych” jest jakby więcej, ufam, że mój Pan nie pozwoli mi poczuć się samotną.

środa, 14 grudnia 2011

Ostatnia droga...

Tytuł był inny ale go zmieniłam

Lubię zmiany. Lubię się przeprowadzać, urządzać albo przynajmniej poprzestawiać meble.
Po zmianie w pokoju robi się albo więcej miejsca, albo ładniej, albo ciaśniej albo jest to bez sensu . Można mebel wyrzucić, można dokupić nowy. Można wiele.
Czego by się nie zrobiło, założenie jest jedno: ZMIANA.
Jeden mój znajomy – chyba mogę dziś powiedzieć , że dobry znajomy i co ważne dobry znajomy Jezusa, powiedział mi niedawno, że ja jestem jak te rozpychające się bloki z mojego obrazu. „Nie mieszczę się w ramach”. Pytanie tylko, czy to źle i kiedy dobrze?
Postanowiłam dokonać zmian, ponieważ paradoksalnie, coś co powinno mnie otworzyć, wzmocnić dać się rozwinąć spowodowało zamknięcie, ograniczenie. Zastanawiałam się, kiedy dokładnie to się stało. I dziś sobie przypomniałam.

Usłyszałam słowa „musisz i powinnaś”. Koniec.

Ja wolę słowo „zapragnij”.

Jezus w zestawie „musisz i powinnaś” dla mnie nie funkcjonuje i tego nie rozumiem.
Jezus + „zapragnij” jak najbardziej tak.
Dlatego trochę poprzestawiałam, bo potrzebuję przestrzeni.
I może właśnie dlatego obraz z blokami nie ma ram… ;)

poniedziałek, 21 listopada 2011

Marzenie

Mam marzenia. Dużo marzeń. Większość z nich pozostanie w tej właśnie sferze. Nigdy się nie zrealizują. Ktoś powie… nie masz źle dziewczyno. Inni maja gorzej. I tu padnie jeden, dwa, kilkanaście innych przykładów. Sytuacji smutnych, ciężkich, z którymi ja bym sobie nie poradziła nigdy.
Ale co mnie w sumie obchodzą te inne sytuacje. Nic mnie bardziej nie irytuje jak pocieszanie się nieszczęściem innych.
Tak mi chodzi po głowie, żeby odwrócić się o 180 stopni. Tkwię w przekonaniu, że idę właściwym torem, ale może mi się tylko tak wydaje?
Wczoraj usłyszałam coś, co nie dało mi spokoju przez wiele godzin. Usłyszałam, że NIKT nie zna BOGA. Znamy tylko nasze wyobrażenie o NIM.
Bóg ma wiele wspólnego z moimi marzeniami. Jest tak samo odległy jak one, tak samo nieosiągalny jak one i tak samo abstrakcyjny. A przecież wydaje się być na wyciągnięcie ręki. No właśnie – wydaje się.
Wiele mi się wydaje.
Nie działa mi radio w samochodzie. To znaczy działa program pierwszy – ale nie jestem fanką. Jeżdżę w totalnej ciszy. Już się przyzwyczaiłam. Ale było ciężko. W desperacji włączam jedynkę, ale szybko wracam do ciszy.
Spaliła się jakaś końcówka. Jedna końcówka. Ale… żeby naprawić to wbudowane radio, trzeba zdemontować pół deski rozdzielczej i zostawić samochód przynajmniej na pół dnia. Zapewne sama końcówka kosztuje kilkadziesiąt złotych, ale z robocizną wyniesie parę stówek.
Więc poruszam się w ciszy… Cieszę się, że mam tak niezwykłe zdolności adaptacyjne.
Analizując siebie podczas cichej podróży doszłam do wniosku, że ze mną jest podobnie. Uszkodził się jakiś mały element, który odpowiedzialny był za normalne funkcjonowanie. Ogólnie coś działa, ale byle jak.
Nie raz i nie dwa rozgrzebywałam przez wile godzin swoje wnętrze ale jakoś bez rezultatu. Niestety nie dowiedziałam się jaki to element. Dlatego zastanawiam się nad przestrojeniem się o 180 stopni.
Może w końcu znajdę uszkodzenie i któreś z marzeń się spełni.