"et cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos" J (8,32)







środa, 14 grudnia 2011

Ostatnia droga...

Tytuł był inny ale go zmieniłam

Lubię zmiany. Lubię się przeprowadzać, urządzać albo przynajmniej poprzestawiać meble.
Po zmianie w pokoju robi się albo więcej miejsca, albo ładniej, albo ciaśniej albo jest to bez sensu . Można mebel wyrzucić, można dokupić nowy. Można wiele.
Czego by się nie zrobiło, założenie jest jedno: ZMIANA.
Jeden mój znajomy – chyba mogę dziś powiedzieć , że dobry znajomy i co ważne dobry znajomy Jezusa, powiedział mi niedawno, że ja jestem jak te rozpychające się bloki z mojego obrazu. „Nie mieszczę się w ramach”. Pytanie tylko, czy to źle i kiedy dobrze?
Postanowiłam dokonać zmian, ponieważ paradoksalnie, coś co powinno mnie otworzyć, wzmocnić dać się rozwinąć spowodowało zamknięcie, ograniczenie. Zastanawiałam się, kiedy dokładnie to się stało. I dziś sobie przypomniałam.

Usłyszałam słowa „musisz i powinnaś”. Koniec.

Ja wolę słowo „zapragnij”.

Jezus w zestawie „musisz i powinnaś” dla mnie nie funkcjonuje i tego nie rozumiem.
Jezus + „zapragnij” jak najbardziej tak.
Dlatego trochę poprzestawiałam, bo potrzebuję przestrzeni.
I może właśnie dlatego obraz z blokami nie ma ram… ;)

poniedziałek, 21 listopada 2011

Marzenie

Mam marzenia. Dużo marzeń. Większość z nich pozostanie w tej właśnie sferze. Nigdy się nie zrealizują. Ktoś powie… nie masz źle dziewczyno. Inni maja gorzej. I tu padnie jeden, dwa, kilkanaście innych przykładów. Sytuacji smutnych, ciężkich, z którymi ja bym sobie nie poradziła nigdy.
Ale co mnie w sumie obchodzą te inne sytuacje. Nic mnie bardziej nie irytuje jak pocieszanie się nieszczęściem innych.
Tak mi chodzi po głowie, żeby odwrócić się o 180 stopni. Tkwię w przekonaniu, że idę właściwym torem, ale może mi się tylko tak wydaje?
Wczoraj usłyszałam coś, co nie dało mi spokoju przez wiele godzin. Usłyszałam, że NIKT nie zna BOGA. Znamy tylko nasze wyobrażenie o NIM.
Bóg ma wiele wspólnego z moimi marzeniami. Jest tak samo odległy jak one, tak samo nieosiągalny jak one i tak samo abstrakcyjny. A przecież wydaje się być na wyciągnięcie ręki. No właśnie – wydaje się.
Wiele mi się wydaje.
Nie działa mi radio w samochodzie. To znaczy działa program pierwszy – ale nie jestem fanką. Jeżdżę w totalnej ciszy. Już się przyzwyczaiłam. Ale było ciężko. W desperacji włączam jedynkę, ale szybko wracam do ciszy.
Spaliła się jakaś końcówka. Jedna końcówka. Ale… żeby naprawić to wbudowane radio, trzeba zdemontować pół deski rozdzielczej i zostawić samochód przynajmniej na pół dnia. Zapewne sama końcówka kosztuje kilkadziesiąt złotych, ale z robocizną wyniesie parę stówek.
Więc poruszam się w ciszy… Cieszę się, że mam tak niezwykłe zdolności adaptacyjne.
Analizując siebie podczas cichej podróży doszłam do wniosku, że ze mną jest podobnie. Uszkodził się jakiś mały element, który odpowiedzialny był za normalne funkcjonowanie. Ogólnie coś działa, ale byle jak.
Nie raz i nie dwa rozgrzebywałam przez wile godzin swoje wnętrze ale jakoś bez rezultatu. Niestety nie dowiedziałam się jaki to element. Dlatego zastanawiam się nad przestrojeniem się o 180 stopni.
Może w końcu znajdę uszkodzenie i któreś z marzeń się spełni.

piątek, 18 listopada 2011

niedziela, 13 listopada 2011

Trudna prawda



Bo nie pasuje to do mnie strasznie. I do tego bloga też. Ale nie wszystko ma pasować.

poniedziałek, 7 listopada 2011

mały wielki szok

Wczoraj dowiedziałam się czegoś, co mnie zaszokowało.
Zostało mi to przekazane i brzmiało mniej więcej tak… „dobry uczynek który jest dokonany nie w stanie łaski uświęcającej, nie liczy się przed Bogiem”. Dla mnie to komunikat : nie czyńcie dobra nie będąc w stanie łaski bo to się nie opłaca.
Ja mam nadzieję, że ktoś coś źle zrozumiał i to nie jest prawdą i jest to tylko zdanie wyrwane z kontekstu.
Ale jeśli nie jest… to nie wiem. Mogę to zignorować i gdy jest taka możliwość to czynić dobro bezinteresownie nawet gdy w stanie laski nie jestem. Trudno, nie liczy się przed Bogiem, to się nie liczy.
Z drugiej strony może to być zachęta do trwania w stanie łaski, co jest bardzo wskazane. Podziwiam ludzi i dziękuję za takich ludzi, którzy w stanie łaski potrafią trwać i trwać. I dla nich to bez różnicy.

No ale dla mnie nie jest bez różnicy bo mi się zdarza w stanie łaski nie być czasem. A czasem dłużej nawet nie być...

I mam teraz. Szok wewnętrzny.

poniedziałek, 24 października 2011

Odkrycie

Ciężkie dni za mną. Co przede mną? Nie wiem. Nadzieję mam, że będzie łatwiej. Tak po ludzku łatwiej. Zaakceptowałam pewne ”rzeczywistości”.
Rzeczywistości.
Ostatnio ktoś mi to wyrażenie przypomniał. Kiedyś w rozmowach padało ono dość często.
Tak jak już napisałam, zaakceptowałam te rzeczywistości. Miesiące długiej wewnętrznej walki. Prawdę mówiąc, to nie miałam wyjścia.
Musiałam, chociaż mam wolną wolę, musiałam. Paradoksalnie zaakceptowanie tych właśnie rzeczywistości mogło być przejawem pewnego uwolnienia.

Poszłam dwa kroki dalej. Pytanie, czy nie o krok za daleko.
Nadepnęłam wężowi na ogon. Ten jeden krok.

I tak zwyczajnie po ludzku boję się. Ale też z drugiej strony nie chcę się wycofywać. Chociaż nie mam skonkretyzowanego celu, tylko jest to jakaś mega abstrakcja, to muszę iść dalej.
Ktoś powie, NIC NIE MUSISZ. Ale ja muszę. I chcę.
Bo jestem już innym człowiekiem niż dwa lata temu. Na szczęście innym niż byłam przed rokiem.

Kocham Jezusa, którego nie raz i nie dwa wyrzucałam do śmieci, bo nie było z Nim tak, jak sobie wymarzyłam.
Jezus, który był moim Panem, wyrzucony do śmieci.
I w takiej zaśmieconej duszy, wysypisku wręcz musiałam znowu Go szukać. I znowu. I po raz kolejny.
Jak już się odnalazł, był blisko. Już nigdy więcej na śmietniku nie wylądował, ale na półkę w zamkniętej szafce. Odłożony na bok. Może się jeszcze przyda kiedyś. Będzie na półce, obok… zamknięty. Nie zgubi się.

Jezus mieszkał na półce. Był zawsze obok..
Nie musiałam go szukać, bo był przecież. Obok.
W moim sercu jest mała szafka, a w niej półeczka a na niej JEZUS.
Mam w sercu Jezusa. Zamkniętego w szafce.

I słyszę, że „chodzi o to żeby wypuścić Jezusa z serca i pozwolić mu działać”.
Szczerze, to mogłam to usłyszeć przynajmniej kilka miesięcy wcześniej. Przecież to OCZYWISTOŚĆ, dla mnie jednak dotąd nieznana.

Wyjdź Panie i działaj.