Ciężkie dni za mną. Co przede mną? Nie wiem. Nadzieję mam, że będzie łatwiej. Tak po ludzku łatwiej. Zaakceptowałam pewne ”rzeczywistości”.
Rzeczywistości.
Ostatnio ktoś mi to wyrażenie przypomniał. Kiedyś w rozmowach padało ono dość często.
Tak jak już napisałam, zaakceptowałam te rzeczywistości. Miesiące długiej wewnętrznej walki. Prawdę mówiąc, to nie miałam wyjścia.
Musiałam, chociaż mam wolną wolę, musiałam. Paradoksalnie zaakceptowanie tych właśnie rzeczywistości mogło być przejawem pewnego uwolnienia.
Poszłam dwa kroki dalej. Pytanie, czy nie o krok za daleko.
Nadepnęłam wężowi na ogon. Ten jeden krok.
I tak zwyczajnie po ludzku boję się. Ale też z drugiej strony nie chcę się wycofywać. Chociaż nie mam skonkretyzowanego celu, tylko jest to jakaś mega abstrakcja, to muszę iść dalej.
Ktoś powie, NIC NIE MUSISZ. Ale ja muszę. I chcę.
Bo jestem już innym człowiekiem niż dwa lata temu. Na szczęście innym niż byłam przed rokiem.
Kocham Jezusa, którego nie raz i nie dwa wyrzucałam do śmieci, bo nie było z Nim tak, jak sobie wymarzyłam.
Jezus, który był moim Panem, wyrzucony do śmieci.
I w takiej zaśmieconej duszy, wysypisku wręcz musiałam znowu Go szukać. I znowu. I po raz kolejny.
Jak już się odnalazł, był blisko. Już nigdy więcej na śmietniku nie wylądował, ale na półkę w zamkniętej szafce. Odłożony na bok. Może się jeszcze przyda kiedyś. Będzie na półce, obok… zamknięty. Nie zgubi się.
Jezus mieszkał na półce. Był zawsze obok..
Nie musiałam go szukać, bo był przecież. Obok.
W moim sercu jest mała szafka, a w niej półeczka a na niej JEZUS.
Mam w sercu Jezusa. Zamkniętego w szafce.
I słyszę, że „chodzi o to żeby wypuścić Jezusa z serca i pozwolić mu działać”.
Szczerze, to mogłam to usłyszeć przynajmniej kilka miesięcy wcześniej. Przecież to OCZYWISTOŚĆ, dla mnie jednak dotąd nieznana.
Wyjdź Panie i działaj.
poniedziałek, 24 października 2011
sobota, 22 października 2011
poniedziałek, 26 września 2011
Rozmowa 11.
- Co się dzieje?
- Ciągle mnie irytujesz.
- Dlaczego?
- Te Twoje nakazy, przykazania….
- Przecież ja ci niczego nie nakazuję, masz wolną wolę
- Owszem mam, ale boję się, że jak nie będę Cię słuchać to on przyjdzie
- Jesteś ze mną ze strachu?
- Trochę tak, ale też współczuję Twojej rodzinie. Myśl o Twoim Synu nie pozwala mi odejść
- Znasz mojego Syna?
- Dużo o nim słyszałam, w jakiś sposób jest mi bliski. Wiele mu zawdzięczam. Ale też nie mogę pojąć, jak mogłeś na to wszystko pozwolić.
- Zrobiłem to dla ciebie i wielu innych.
- Mam mieć wyrzuty sumienia?
- To wie tylko twoje sumienie.
- Moje sumienie nie pozwala mi odejść. Nie chcę by On cierpiał jeszcze bardziej.
- Zatem jesteś ze mną z litości?
- Nie z litości. Dlaczego wszystko upraszczasz.
- Zatem dlaczego?
- Mogłabym powiedzieć, że to moja prywatna sprawa, ale przeczytałam ostatnio, że to nie jest prywatna sprawa.
- Nie chcesz rozmawiać?
- Chcę. Poczekaj. Powiem Ci.
- Słucham.
- Wiele rzeczy mi się nie podoba. Wiele rzeczy mnie przeraża, napawa strachem. Nigdy w Ciebie nie wątpiłam, ale nie ukrywam, że szukałam czegoś innego. Były momenty, że chciałam odejść na zawsze… Wiedziałam jednak, że już nigdy nie zobaczę Twojego Syna. Za bardzo Go kocham, żeby Go zostawić. Żeby zostawić Ciebie.
Jesteś potęgą wszechświata.
- Ja jestem Miłością.
- Ciągle mnie irytujesz.
- Dlaczego?
- Te Twoje nakazy, przykazania….
- Przecież ja ci niczego nie nakazuję, masz wolną wolę
- Owszem mam, ale boję się, że jak nie będę Cię słuchać to on przyjdzie
- Jesteś ze mną ze strachu?
- Trochę tak, ale też współczuję Twojej rodzinie. Myśl o Twoim Synu nie pozwala mi odejść
- Znasz mojego Syna?
- Dużo o nim słyszałam, w jakiś sposób jest mi bliski. Wiele mu zawdzięczam. Ale też nie mogę pojąć, jak mogłeś na to wszystko pozwolić.
- Zrobiłem to dla ciebie i wielu innych.
- Mam mieć wyrzuty sumienia?
- To wie tylko twoje sumienie.
- Moje sumienie nie pozwala mi odejść. Nie chcę by On cierpiał jeszcze bardziej.
- Zatem jesteś ze mną z litości?
- Nie z litości. Dlaczego wszystko upraszczasz.
- Zatem dlaczego?
- Mogłabym powiedzieć, że to moja prywatna sprawa, ale przeczytałam ostatnio, że to nie jest prywatna sprawa.
- Nie chcesz rozmawiać?
- Chcę. Poczekaj. Powiem Ci.
- Słucham.
- Wiele rzeczy mi się nie podoba. Wiele rzeczy mnie przeraża, napawa strachem. Nigdy w Ciebie nie wątpiłam, ale nie ukrywam, że szukałam czegoś innego. Były momenty, że chciałam odejść na zawsze… Wiedziałam jednak, że już nigdy nie zobaczę Twojego Syna. Za bardzo Go kocham, żeby Go zostawić. Żeby zostawić Ciebie.
Jesteś potęgą wszechświata.
- Ja jestem Miłością.
wtorek, 13 września 2011
Prawdziwa historia
Pewna dziewczyna żyła sobie na tym świecie. Miała męża, miała synka, miała lat dwadzieścia kilka…
Miała.
Zaszła w drugą ciążę. Trochę ją to zasmuciło. Widocznie musiała to komuś powiedzieć, bo nagle wokół niej pojawiło się kilka samozwańczych obrońców życia. W zasadzie to ona nigdy o aborcji nikomu nie powiedziała, chyba. Nawet nie wiadomo czy chciała ciążę usunąć. Jedno było jednak pewne – miała depresję, ale w szale walki o życie nie miała już siły podnieść głosu. Przecież to życie jest najważniejsze.
Oczywiście dziecko urodziła. Synka. Wszystko ucichło. Dumni obrońcy życia usunęli się gdzieś. Tylko czasem ktoś coś wspominał o psychologu. Albo, że to samo minie.
I minęło. Raz na zawsze.
Przecież inne życie było ważniejsze.
Miała.
Zaszła w drugą ciążę. Trochę ją to zasmuciło. Widocznie musiała to komuś powiedzieć, bo nagle wokół niej pojawiło się kilka samozwańczych obrońców życia. W zasadzie to ona nigdy o aborcji nikomu nie powiedziała, chyba. Nawet nie wiadomo czy chciała ciążę usunąć. Jedno było jednak pewne – miała depresję, ale w szale walki o życie nie miała już siły podnieść głosu. Przecież to życie jest najważniejsze.
Oczywiście dziecko urodziła. Synka. Wszystko ucichło. Dumni obrońcy życia usunęli się gdzieś. Tylko czasem ktoś coś wspominał o psychologu. Albo, że to samo minie.
I minęło. Raz na zawsze.
Przecież inne życie było ważniejsze.
piątek, 2 września 2011
...
Wczoraj słyszałam kilka świadectw. Nie były to jakieś bardzo spektakularne sprawy. Raczej normalne życie. Świadectwa normalnego, zwyczajnego życia z Bogiem. Piękne. Czerpałam garściami. Były to dla mnie mini rekolekcje.
Dziś…nie wiem już. Dziś wątpię. Znowu. Dziś się porównuję… znowu. Znowu zazdroszczę…ale nie wiem czego. Znowu pragnę… czegoś innego, ale nie wiem konkretnie czego.
Użalam się nad sobą. Dramatyzuję.
Zgubiłam gdzieś mój niebieski poradnik. Nie wiem gdzie jest. Już od kilku dni nie mam go przy sobie.
Jak się ufa Bogu? Jak to się robi? I jak się oddaje Bogu? Dlaczego ja tego nie umiem?
Przecież chcę.
Dziś…nie wiem już. Dziś wątpię. Znowu. Dziś się porównuję… znowu. Znowu zazdroszczę…ale nie wiem czego. Znowu pragnę… czegoś innego, ale nie wiem konkretnie czego.
Użalam się nad sobą. Dramatyzuję.
Zgubiłam gdzieś mój niebieski poradnik. Nie wiem gdzie jest. Już od kilku dni nie mam go przy sobie.
Jak się ufa Bogu? Jak to się robi? I jak się oddaje Bogu? Dlaczego ja tego nie umiem?
Przecież chcę.
środa, 31 sierpnia 2011
Show
Co się dzieje? Co się z nami dzieje?
Przeraża mnie, że ostatnimi czasy można odnieść wrażenie, że dumą narodu naszego jest jakiś metalowy zespół. Bohaterem narodowym lider tegoż zespołu. A teraz będzie się uśmiechał w jednym z programów rozrywkowych… do narodu . A za chwilę okładki wszystkich tabloidów „ozdobi” jego twarz.
Nadeszły smutne czasy. Zły pcha się wszędzie, kradnie serca. Mistrz taktyki.
Pojawia się nagle, ale od razu przy boku najbardziej medialnej wówczas osoby. Wszyscy już go znają. Ale nie jest tak jak być powinno, bo ludzie wydają się być jednak nieco zniesmaczeni tym, co ów człowiek sobą reprezentuje.
Choroba… strzał w dziesiątkę. Cała Polska współczuje, szuka dawcy…
Pojawiają się słuchy że jest to kara Boska. Błąd. To mistrzowska taktyka.
Cudowne ozdrowienie.
Pasożyt się odrodził. Może już działać samodzielnie. Nie potrzebuje już najbardziej medialnej osoby. Może ją zniszczyć. I niszczy. Już na odległość.
Można stwierdzić, że kolejnym jego sukcesem jest to że ja tu o nim teraz piszę.
Nie podoba mi się to co się dzieje.
Nie podoba mi się.
Przeraża mnie, że ostatnimi czasy można odnieść wrażenie, że dumą narodu naszego jest jakiś metalowy zespół. Bohaterem narodowym lider tegoż zespołu. A teraz będzie się uśmiechał w jednym z programów rozrywkowych… do narodu . A za chwilę okładki wszystkich tabloidów „ozdobi” jego twarz.
Nadeszły smutne czasy. Zły pcha się wszędzie, kradnie serca. Mistrz taktyki.
Pojawia się nagle, ale od razu przy boku najbardziej medialnej wówczas osoby. Wszyscy już go znają. Ale nie jest tak jak być powinno, bo ludzie wydają się być jednak nieco zniesmaczeni tym, co ów człowiek sobą reprezentuje.
Choroba… strzał w dziesiątkę. Cała Polska współczuje, szuka dawcy…
Pojawiają się słuchy że jest to kara Boska. Błąd. To mistrzowska taktyka.
Cudowne ozdrowienie.
Pasożyt się odrodził. Może już działać samodzielnie. Nie potrzebuje już najbardziej medialnej osoby. Może ją zniszczyć. I niszczy. Już na odległość.
Można stwierdzić, że kolejnym jego sukcesem jest to że ja tu o nim teraz piszę.
Nie podoba mi się to co się dzieje.
Nie podoba mi się.
środa, 27 lipca 2011
Małe dziecko
Jestem jak ono. Jestem jak dziecko, które boi się nieokreślonego hałasu w nocy. Hałasu, którego nikt inny nie słyszał. Który to hałas nikogo nie obudził. A przecież był. Straszny.
Jestem jak trochę starsze dziecko, które szuka potwierdzenia, źródła tego hałasu. Pyta dorosłych.
Jestem dorosła.
Już dawno przestałam wierzyć w przypadki. Równie dawno moja racjonalność została rozmyta, przez jakąś większą ulewę…łez.
I nie wiem już. Nic. A wydaje mi się czasem, że coś wiem. Że jakąś tajemnicą jestem owiana.
Słyszę czasem jak serce mi bije i mówi :czekaj, czekaj, czekaj.
Czekam więc.
Zawsze noszę przy sobie małą niebieską książeczkę. Dostałam ją kiedyś. Taki życiowy poradnik. Nie bardzo rozumiem jego treść, ale czytam czasem. I dalej nic nie wiem.
Czekaj, czekaj, czekaj. Oddycham.
I dziś w niej przeczytałam: „Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny”. (1 Kor 4,1-3).
Trwaj, trwaj, trwaj . Ufam.
Chociaż nie rozumiem. Znowu.
Ucisk w mostku znajomy.
„Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo… „
Wstań, wstań, wstań. Żyję.
Jestem jak trochę starsze dziecko, które szuka potwierdzenia, źródła tego hałasu. Pyta dorosłych.
Jestem dorosła.
Już dawno przestałam wierzyć w przypadki. Równie dawno moja racjonalność została rozmyta, przez jakąś większą ulewę…łez.
I nie wiem już. Nic. A wydaje mi się czasem, że coś wiem. Że jakąś tajemnicą jestem owiana.
Słyszę czasem jak serce mi bije i mówi :czekaj, czekaj, czekaj.
Czekam więc.
Zawsze noszę przy sobie małą niebieską książeczkę. Dostałam ją kiedyś. Taki życiowy poradnik. Nie bardzo rozumiem jego treść, ale czytam czasem. I dalej nic nie wiem.
Czekaj, czekaj, czekaj. Oddycham.
I dziś w niej przeczytałam: „Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny”. (1 Kor 4,1-3).
Trwaj, trwaj, trwaj . Ufam.
Chociaż nie rozumiem. Znowu.
Ucisk w mostku znajomy.
„Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo… „
Wstań, wstań, wstań. Żyję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)