"et cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos" J (8,32)







poniedziałek, 23 maja 2011

Ześlij deszcz

Jakoś tak inaczej jest. Słońce inaczej świeci. Uciekam przed promieniami, bo szkodzą… podobno.
A jednak pomimo, że powinnam już dawno mozolnie piąć się w górę, to się nie pnę.
Jezu ja Ci ufam i wierzę, że ten wielki cumulonimbus jest dla mnie. Bym mogła wyjść na powierzchnię.
Jezu, albo ten cumulus… też dla mnie, prawda? Chociaż ma kształt grzyba po wybuchu atomowym, to jest piękny.
Jezu, ja jestem jak trawa zasiana na gliniastej glebie. Już wykiełkowałam dawno, ale sucha skorupa jest taka ciężka. Kiedyś ktoś mi kawałek tej skorupy oderwał. Słońce tak mnie oślepiło, że przerażona uschłam prawie.
Teraz czekam…
Ale Jezu, czy powinnam czekać, bo przecież pod tą skorupą to tak ciemno, brudno. Powinnam?
Zasiana na gliniastej glebie. Wykiełkowana pod skorupą ziemi.
Ześlij deszcz…

sobota, 7 maja 2011

Post o czymś...

Nie wiem o czym będzie ten post. Ale czuję, że muszę pisać. Znowu natchniona może innym postem, może pogodą tudzież jej brakiem, może czymś zupełnie innym. Nie wiem. Więc siedzę i piszę.
Słowo ma taką moc. Można mówić, pisać dużo. Niestety nie zawsze konkretnie. Nie zawsze ciekawie. Nie zawsze śmiesznie. Nie zawsze interesująco.
Bóg mi kiedyś powiedział, że jest. Poczułam Go. Dał mi światło. Było to bardzo dawno temu. Dobrych kilkanaście lat temu. Dał mi światło.
Pamiętam że wołałam Go z całych sił. A On dał mi światło.
Co się stało potem? Nie potrafię tego zrozumieć, bo mając to światło bardzo wyraźne, straszliwie pobłądziłam.
Na chwilę zapadł mrok.
Słowa ognistego języka są bardzo piękne. Wydają się być jaśniejsze niż cokolwiek na świecie. Wydają się być czymś wspaniałym.
OŚLEPIAJĄ.
Ale słychać w nich takie jakby syczenie, jakby zgrzyty.
Dziś, kiedy znów wołam Boga, On daje mi światło. Ciepłe światło. Żebym oślepiona innym, mogła iść w dobrym kierunku.
Dziś uważnie słucham ludzi. Słucham tego co mówią. Słucham ich rad, opinii.
Ale czasem słyszę jakby syczenie, jakby zgrzyty.
Dziś bardzo uważnie się wsłuchuję…

środa, 20 kwietnia 2011

Krzyk

Gdybym mogła wydałabym z siebie krzyk tak niepojęty, że niebo pękłoby na miliard kawałków.
I wcale nie byłby to krzyk z otchłani złych emocji.
To byłaby deklaracja bezgranicznej ufności…
Głuchoniemej istoty

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

.-.-.-.-.

Nadszedł czas, by topory wojenne w gabloty odłożyć
By krwi nie rozlewać już więcej
Łzy oszczędzać dla ery radości
Niech powieka zakryje obrazy straszne
Co w duszy pojawiały się czasem
Gdy niesiesz mnie Jezu, gdy iść już nie mogę
Gdy przysyłasz sługi swe, gdy tkwię w chorobie
By życie tchnąć w ciało me marne
I nasłuchujesz
Słów przeze mnie w końcu wypowiedzianych
Dziękuję Jezu
Dziękuję

piątek, 1 kwietnia 2011

Mój pokój

Życie to hotelowy korytarz. Korytarz pełen drzwi. Na pozór jednakowych. Na pozór.
Każde drzwi mają inny numer, inny zamek. Znajdują się na różnych piętrach i prowadzą do różnych pokoi. Pokoi, w których mieszkają różni ludzie. Dobrzy i źli. Smutni i weseli. Czasem samotni.

Człowiek chodzi sobie po tych pokojach, pomieszkuje, zwiedza. Zagląda, podgląda. Szuka swoich drzwi. Tych jedynych. Drzwi, za którymi odnajdzie swoje miejsce. Za którymi spotka go coś ważnego.

Ile razy otwierałam takie drzwi? Nie wiem.
Jednak z coraz większym przekonaniem i co ważne z UFNOŚCIĄ codziennie przekraczam próg tych jedynych, zwykłych drzwi.

A za nimi…

Jest ciepło, bezpiecznie. Jest tam miłość. Są codzienne troski i wyzwania, ale jest tam miłość. Czasem jest ból i choroba, ale jest tam też miłość. Bywa też gniew i łzy, ale jest tam miłość. Słychać tam śmiech i okrzyki radości, bo przecież tam jest miłość. Ale przede wszystkim tam jest życie, bo ON tam jest.

czwartek, 17 marca 2011

Dziwna Rozmowa

- Puk, puk
- Kto tam?
- Jezus
- Jaki Jezus?
- Prawdziwy
- A skąd mam wiedzieć, że prawdziwy?
- Uwierz, że prawdziwy
- Pokaż się Jezu
- Przecież jestem
- Pokaż się, to otworzę drzwi
- Jakie drzwi?
- Fakt, tu nie ma drzwi
- Więc jeszcze raz: puk, puk
- Kto tam
- Bicie serca

wtorek, 15 marca 2011

...

Nie ma twarzy anioł mój

Nigdy nie uśmiecha się

Skrzydło jedno chroni mnie

Drugie złamane jest

Latać nie potrafi już

Ale ciągle wzbić się chce

Wierzy, że się jeszcze da

Podnieść mnie