"et cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos" J (8,32)







piątek, 4 lutego 2011

Krokiet też cukierek

Ostatnio rozmawiając z pewną osobą stwierdziłam, że Pan Bóg dawno przestał dawać mi cukierki. Na początku dawał ich dużo. Potem coraz mniej, potem zdawało się, że nie ma ich wcale. Aż przyszedł moment, że opuszczona miałam wrażenie, że spadła na mnie największa kara. Oczywiście kara w moim odczuciu. A przecież było tak pięknie. Brakowało tylko… no właśnie, GWIAZDKI z nieba.

Jak o tych cukierkach rozmawiałam, to zadano mi pytanie, czy przypadkiem nie zostawiłam sobie papierków po tych cukierkach. Niestety nie zostawiłam.
Nie mam papierków po cukierkach, ale po tej rozmowie przypomniał mi się ich smak. Smakowały bardzo.
Wystarczyło, że pomyślałam o tym, że wspaniale byłoby znowu tak móc chociaż jeden taki cukierek dostać.

I dostałam! Krokiety na obiad, którego sama nie miałam czasu ugotować. I barszcz.
Obudziła się tęsknota za tym, co sama odrzuciłam. Obrażona na Niego.
Obrażona, chociaż dał mi Gwiazdkę z nieba.

Najpiękniejszą…

środa, 2 lutego 2011

Przemyślenie któreś tam

Czytam pewnego bloga. Bloga Amysh, która wg mojego odczucia jest bardzo blisko Boga. Ona wręcz Nim żyje. Nim oddycha. Ile razy dostało się jej w napadzie mojej agresji, to wie tylko ona. Często nie rozumiem co Amysh pisze. Może zbyt daleko od Boga jestem by to pojąć. W większości są to teksty dla mnie niezrozumiałe. Nie umiem zrozumieć emocji w nich zawartych. Potrafię odczytać tylko smutek, samotność. Nie widzę tej radości wynikającej z bycia blisko Boga. Bo jeśli nic innego nie pozostało jak tylko JEMU zaufać, zawierzyć siebie, swoje życie to przecież z tego powinna płynąć nadzieja na lepsze jutro. Nawet jeśli jutra miałoby nie być.
Staram się nie cytować tu nikogo, ale jedno muszę. Mianowicie Amysh pisze, że:

„I wiem, że żadna życiowa rewolucja, nie uda się bez Chrystusa. A z Nim? Cóż, może mieć bardzo niespodziewane skutki. ;)”

W sytuacji, kiedy życie zaczyna się toczyć w niechcianym kierunku, gdy trzeba zmienić wszystkie dotychczasowe plany, gdy nagle przestaje się ufać ludziom, których się szanowało za ich idee, to właśnie to jest ta rewolucja?
Sądzę, że wiele osób takie sytuacje miało, ma, będzie miało.
Ja jedną taką mam za sobą. Prawdopodobnie następna przede mną. Pierwsza świadomie przeżyta bez Boga. A może obok Boga, bo wiem, że On był ze mną cały czas. Kiedy to byłam o krok od ciemności, On nie pozwalał mi w nią kroczyć. Zapewne pozwalał mi ją dostrzegać, chociaż tu pewności nie mam.
Druga sytuacja nie jest jeszcze niczym przesądzonym, ale już wiem, że i tak zmieni moje życie. Tylko tym razem nie chcę już czekać, aż pojmę że nie warto czekać do ostatniej chwili, gdy powoli traci się wolność.
Chociaż to dla mnie niezwykle trudne, to może zrobię to, z czego wręcz szydziłam.
Oddam Jemu te troski i zmartwienia. Nie wiem jak, ale oddam.
Żeby nie musieć czekać, aż w ostatniej chwili złapie mnie za rękę, pomimo tego, że tak Go krzywdziłam.
Wspomniany wcześniej blog żartobliwie nazywałam „herezjami”.
Ale myślę, że owe „herezje” dały mi więcej niż autorka mogłaby przypuszczać.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Dziś

A może od początku tak…
Otworzyć okno i nowym powietrzem pooddychać
Usłyszeć bicie serca jakby nowego, choć tego samego wciąż
Popatrzeć na nowe uśmiechy starych dobrych znajomych
Starą przyjaźń na nowo odkryć
Cieszyć się
Płakać czasem
Ale z tej radości właśnie
A może od początku tak…
Uwierzyć znowu
Może…

sobota, 11 grudnia 2010

Prośba

Boże, ja dziś Cię proszę. Pomóż.
Boże, ja wiem, że nic Ci nie dałam, a teraz chcę wiele.
Boże, nic mi nie zostało, jak tylko Ci zaufać… chociaż wiesz, że nie wiem, czy potrafić będę.
Boże, zmień mnie, bo ja sama nie umiem i nie wiem czy chcę się zmienić.
Nie wiem nic. Dziś już nad przepaścią, gdy jeden krok mogę zrobić by uciec, nie wiem.
Kim jestem i po co jestem.
Powiedz jeśli wiesz.
Pomóż, jeśli nie dziś, to jutro może…

piątek, 26 listopada 2010

Wolność wyboru.

Kobiety w naszym kraju są rzekomo wyzwolone. To wg mnie nie jest prawdą. Nie pozwala się kobietom decydować o swoim życiu. Decyzje za kobiety podejmują głównie mężczyźni, czy to w sejmie, czy w kościele. Jednostki, które starają się zabrać głos, lub walczyć o prawo np. do aborcji szybko są uciszane. Bo życie, bo to, bo tamto. Bo nagle się okazuje, że życie kobiety nie jest jej życiem.
Kiedyś ktoś takiej kobiecie powiedział, że nie ma sumienia, bo popiera aborcję. Jakim prawem inny człowiek osądza taką kobietę?
Bóg dał nam wolność. Wolność do czego? Czy to kolejna hipokryzja, kryjąca się za jedną z wielu interpretacji słów Pisma Świętego?
Ile dramatów nie miałoby miejsca gdyby pozwolono kobietom na aborcję. Zawsze w takich sytuacjach myśli się o dziecku. Walczy się tylko o nie. Ono jest najważniejsze. Kobietę potępia się najpierw za to, że poszła z kimś do łóżka. Potem, że usunęła, bądź chciała ciążę usunąć, a na koniec jeśli zdecyduje się dziecko urodzić i je oddać, potępia się ją nadal. Bo jak można oddać własne dziecko?
Nikt w tym całym wspaniałym świecie nie myśli o tej kobiecie. Od razu powinno się ją skazać na 25 lat więzienia, albo ukamienować.
A dziecko? Jak leży zasikane w domu dziecka, to już jakoś obrońcy życia nie kwapią się by poprawić warunki w takich miejscach. By ułatwić proces adopcyjny. By zrobić cokolwiek, jak już to dziecko się urodzi. Bo po co?

niedziela, 14 listopada 2010

Spacer

Pustą drogą szedł.
Nie oglądał się, bo za czym?
Za trawą, błotem, kwiatem jesiennym?
Wspomnień pełne kieszenie niósł, ciężko mu było czasem. Czasem lżej.
Każdy krok powinien gdzieś prowadzić, ale to tylko wrażenie było.
Mapą mu była jego twarz , pełna zmarszczek, bólu i smutku.
Zdał sobie sprawę, że nikim jest, a sprzymierzeńcem jego jest śmierć.
Wybawieniem, ratunkiem, przyjaciółką…

środa, 3 listopada 2010

Łza

Taka niekontrolowana. Taka niewidoczna. Taka niepozorna. Taka jedna na pożegnanie. Żeby nie pokazać, że zależy. Że smutno trochę jednak.

Szybko się zapomni, że była. Że spadła gdzieś, albo nawet nie zdążyła spaść. Bo wyschła po drodze.