"et cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos" J (8,32)







wtorek, 31 stycznia 2012

Parking

Napiszę dziś pewne zdanie, które usłyszałam wczoraj rano przez telefon, od osoby, od której wręcz zażądałam wyciągnięcia mnie z duchowej zapaści…. Znowu. Tak wiem, oddałam koronę, ale został mi diadem…
Wyrwawszy ze snu ową osobę, władczo oznajmiłam w czym problem i powiedzmy „rozkazałam” ewangelizować.
Owa osoba zachwycona pewnie nie była, ale tyle razy słyszałam od niej, że do tego została powołana, więc dałam możliwość wykazania się.
40 minut jęków moich i nie jęków tej osoby na coś jednak się zdało.
Już myślałam o ewangelizacyjnym fiasku, gdy usłyszałam to zdanie:

„Bóg nie wybiera uzdolnionych, tylko uzdalnia wybranych”

I może to zabrzmi mało skromnie – poczułam się bardzo uzdolniona. Naprawdę.

Dziś znowu mam zapaść, bo od kiedy zaczęłam „nowe życie” to choruję bez przerwy i dostałam bonus w postaci zapalenia spojówek.

Ale świat się jednak nie kończy (rano myślałam inaczej). Nie, nie kończy się. Zrozumiałam to jak chcąc zaparkować pod kliniką, gdzie NIGDY nie ma miejsc – jedno (blisko wejścia) zwolniło się akurat kiedy podjechałam.

I taka mnie naszła refleksja, że gdy KTOŚ załatwia mi bardzo dobre miejsce, to nie ma opcji żeby mój świat się kończył.

wtorek, 24 stycznia 2012

Abdykacja

Oddałam koronę. Tęsknię za nią. Jest mi bez niej nie tyle źle, co dziwnie lekko. Inaczej.
Przyzwyczaję się? Mam nadzieję. Już raz oddałam koronę i szybko wróciła na moją głowę.
Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że ta korona pomimo że oddana, jest cały czas na widoku. Na wyciągnięcie ręki. Ba… czasem nawet jest w ręku.
Jest taki jeden „lojalny poddany”. Nosi za mną tę koronę, wpycha do ręki, rzuca pod nogi. Raz się o nią potknęłam i upadłam. „poddany” momentalnie wbił mi ją na głowę. „Królowa wróciła” – rzekł i pokłonił się nisko. Tak, pokłonił się. Zapytał co może dla mnie zrobić, jakie mam zachcianki. Bez tej korony na mojej głowie nie mógł mi służyć, bo takiego sługi nie potrzebowałam…
Ta jego służalczość była bardzo wygodna. Ale przecież nie ma nic za darmo. Raz przyszedł i powiedział, że jest głodny. Innym razem, że spragniony. Przychodził po wiele rzeczy. Najgorsze było jednak, jak przyszedł i powiedział, że jest samotny. Chciał być ze mną non stop. Jego prośby zamieniały się w rozkazy. Ja zmęczona tym jękiem ulegałam. Aż pewnego dnia zapytał, czy nie boli mnie głowa od tej korony. Miał rację, bolała strasznie. Bolało wszystko. Powiedział, że może mi pomóc…
Nawet nie wiem kiedy moja korona znalazła się na jego głowie. Nawet nie wiem kiedy usłyszałam, że teraz ja służę jemu.


Kilka dni temu świadomie abdykowałam. Ponownie. Oddałam koronę i tron komuś, kto lepiej będzie rządził moim światem.
I chociaż „lojalnych poddanych” jest jakby więcej, ufam, że mój Pan nie pozwoli mi poczuć się samotną.